Święta, Święta i...?

No i mamy, kolejna wiosna, dla tych, którzy obchodzą - kolejne Święta. Wymarzony czas wolny i piękna pogoda... a my wszyscy pozamykani w domach. Instytucje kultury niestety wciąż bez dostępu publiczności, a władze nie mają odwagi Judyty, by kolejne wrota pootwierać. Zresztą, może to i lepiej, bo wszyscy wiemy, jak to u Bartóka się skończyło...


Dzisiaj zatem bez naszych nowych uzewnętrznień, pisarskich wypocin albo innych mniej lub bardziej udanych produkcji. Za to chcielibyśmy złożyć najserdeczniejsze życzenia, przede wszystkim dużo dobrej muzyki. A tej przecież nie brakuje. Z całego serca polecamy szczególnie dwie trwające gratki, transmisje Festiwalu Beethovenowskiego oraz Festival de Pâques z Aix-en-Provence.



A poza doznaniami z transmisji w końcu mamy więcej czasu na nadrabianie zaległości. BW na ten czas poleca i ogląda Fidelia Beethovena z Deutsche Oper z bajeczną Christą Ludwig, Jamesem Kingiem i Walterem Berrym pod Arturem Rothnerem i reżyserii Gustava Rudolfa Sellnera (1963), nieco nudnawego Werthera Masseneta z Jonasem Kaufmannem, Sophie Koch i Ludovikiem Tézierem pod Michelem Plassonem z Paryża sprzed 10 laty. Na deser za to kolejna powtórka Tristana, tym razem Bayreuth 1995 i Siegfried Jerusalem z Waltraud Meier pod batutą Barenboima. A jako lżejsze intermezzo - Kandyd Bernsteina w wersji koncertowej z takimi gwiazdami, że aż żal kogoś nie wymienić (znowu Ludwig, Anderson, Jones, Gedda, Ollmann...). Do tego jeszcze trochę nowości płytowych, czyli arie Bacha i Telemanna w wykonaniu Valera Sabadusa (po raz kolejny próbuję przekonać się do jego jasnego sopranu), Stabat Mater Pergolesiego z Ensemble Resonanz i komplet symfonii Maxa Brucha (Orkiestra z Bambergu pod Robertem Trevino). No, przecież nie można cały czas słychać tylko muzyki wokalnej, jakiś oddech trzeba wziąć.



Choć zrobiło się bardzo operowo (może aż za bardzo), to BM również musi dołożyć własną cegiełkę. Na okres świąteczny zostaną uzupełnione braki z dzieł barokowych - na początek leciutka i przezabawna opera Jean-Philippe'a Rameau Platée. Na bagienne uroczystości zaprosił zainteresowanego Marc Minkowski w 2003 roku do paryskiej opery Garnier. Czy wesele Paula Agnewa i Yanna Beurona przebiegnie bez większych niespodzianek? (Proszę państwa to przecież opera, jak tu się obejść bez dramatycznych zwrotów akcji!) Następnie wielki skok o prawie 300 lat do jednego z największych polskich kompozytorów - Karola Szymanowskiego. Jego opera Król Roger zagości na moim ekranie w wersji z 2015 roku z Royal Opera House w Londynie pod batutą Antonio Pappano, w roli głównej - Mariusz Kwiecień. Wśród takich turbulencji czasowych brakuje czegoś z klasycyzmu czy romantyzmu... tę pustkę na szczęście wypełnił BW przez Fidelia, Werthera i Tristana. Dzięki temu ze spokojnym sumieniem biorę na warsztat dzieła wokalne mało znanego w Polsce Charlesa Wuorinena, a dokładniej jego cykl czterech pieśni Ashberyana, kantatę It Happens Like This oraz Fenton Songs I i II.


Nie oddajemy się więc całkowitemu lenistwu, a porządki świąteczne umili nam muzyka. Czy można chcieć czegoś więcej? No może zdrowia, trochę radości i przede wszystkim nadziei na spotkanie w salach koncertowych. Tak jak twarze z obrazów manierysty Arcimbolda, tak niech nasza codzienność stanie się równie ukwiecona i wolna od wszechobecnej melancholii.

39 wyświetleń0 komentarzy