Nie ma, czego trzeba

Dzisiejszy post miał być o czymś zupełnie innym. Ostrzyłem sobie zęby na kolejny koncert z Festiwalu Prawykonań, a tu - klapa. Pandemia znowu stanęła na drodze i kolejne trzy utwory znikają z afisza i na razie słuchacze nie usłyszą ich pierwszego wykonania. Katowickie święto muzyki współczesnej jest jednym z najbardziej poranionych przez koronawirusa - przekładane dwa albo więcej razy instalacje, koncerty odbywające się bez publiczności, a teraz w całości odwołane.


Celowo też omijam temat - choć bardzo aktualny - Konkursu Chopinowskiego, bo żeby naprawdę jemu się poświęcić, trzeba by zawiesić wszystko wokół, a to w natłoku okołopoczątkowoakademickorocznych obowiązków jest niestety niemożliwe (Gott sei Dank, transmisje będzie można nadrobić, kiedy emocje po wszystkim opadną i znajdzie się więcej czasu). By wszakże nie pozostał on zupełnie przeze mnie niedotknięty (obiecuję, na pewno się nad nim pochylę!), dzisiaj zapraszam do mojego spojrzenia sprzed kilku miesięcy przy okazji lipcowych eliminacji.


Myśląc: Konkurs Chopinowski

37 wyświetleń0 komentarzy