Oblicza duchowości

„Bogactwo powiązań ze sztukami pięknymi, malowniczość brzmienia, prymat koloru i bogactwo palety dźwiękowej”. Te i inne cechy zauważali w jej utworach muzykolodzy, m.in. Lu Parchomenko. Na korpus twórczości składają się przede wszystkim kompozycje chóralne, także dwie opery, trzy symfonie i muzyka filmowa. Łesia (Ludmiła) Wasyliwna Dyczko pozostaje jedną z najważniejszych współczesnych kompozytorek Ukrainy, pierwszą po rewolucji bolszewickiej, która wróciła do korzeni muzyki cerkiewnej.


Urodzona 24 października 1939 roku w Kijowie, tam też odebrała wykształcenie. Studia ukończyła w tamtejszym Konserwatorium im. Piotra Czajkowskiego w klasie Dankiewicza i Latoszyńskiego, którego od 1994 roku jest wykładowczynią. Miała okazję uczyć także w Teheranie oraz na licznych kursach chóralnych w Ameryce i Europie. W swojej twórczości kontynuuje tradycję ukraińskiej muzyki religijnej, często sięga po rodzimy folklor, łącząc go z nowoczesnym językiem brzmieniowym. Wiele utworów nie jest fakturalnie skomplikowana, przez co znajdują one uznanie wśród chórów amatorskich lub półamatorskich.


Nagrania kompozycji Dyczko nie są łatwo dostępne – dyskografia obejmuje zaledwie kilka albumów, w tym dwa wydane nakładem radziecko-rosyjskiej Melodii. Dopiero osoby władające cyrylicą mogą znaleźć nieco więcej przykładów, m.in. w serwisach YouTube czy Spotify. Warto też zauważyć, że

po jej twórczość sięgają zespoły poza rodzimą Ukrainą, w tym w Polsce. Psalm nr 1 został zamówiony przez Fundację Muzyki Cerkiewnej i jego prawykonanie miało miejsce w Operze i Filharmonii Podlaskiej w Białymstoku w 2014 roku.


W niniejszym wpisie chciałbym szczególnie polecić jej Liturgię uroczystą (1999, red. 2002) – dzieło potężnych rozmiarów, złożone z blisko 20 mniejszych cząstek do ukraińskiego tekstu Boskiej Liturgii. Ujmuje stosowaniem zmiennych metrów (ci, którzy znają choćby Promenadę z Obrazków z wystawy Musorgskiego wiedzą, że to immanentna cecha muzyki Wschodu) oraz subtelnymi stylizacjami dzwonów. Prymat wiedzie tu czytelność tekstu; podawany jest on zazwyczaj sylabicznie, w fakturze nota contra notam, z kilkoma odcinkami głosów solowych na tle statycznej, świetlistej harmonii. Dyczko włącza także elementy tradycji zachodnioeuropejskiej – nieobce są jej barokowe środki retoryczne, a pod koniec wprowadza fugato. Do tego czerpie z folkloru – linie melodyczne mają pochodzenie tradycyjne. Przypomnijmy, że to cerkiew w Kijowie, do której muzyki odwołuje się Dyczko, stanowiła wzór dla wszystkich innych na świecie, a nie jak niektórzy chcą przyjmować, że to rosyjska tradycja była tą główną, pierwotną.



Miłośnicy twórczości pieśniarskiej mogą za to sięgnąć po jej liczne pieśni, np. melancholijny romans do ludowego tekstu Na czowni nas buło… (Byliśmy na łodzi…). Ci, którzy gustują w dziełach wprost stylizujących muzykę tradycyjną odsyłam do kantat, choćby Pór roku z popularną Petriwoczką.



Mnie w jej twórczości urzeka niezwykłość harmoniczna, mimo przejrzystej faktury, oraz barwność brzmieniowa, uzyskiwana jedynie za pomocą połączeń akordowych i prostej melodyki. Nie popada przy tym w banał i proste efekciarstwo, tak częste we współczesnej muzyce religijnej. Ważniejszy zdaje się dla niej aspekt czysto duchowy, przez co utwory Dyczko intrygują nie tylko słuchaczy z kręgu zza wschodniej granicy. Bowiem jak sama mawia, „duchowość jest największym skarbem człowieka, jego boską naturą”.

37 wyświetleń0 komentarzy