Odrodzenie w przeszłości

Gdy sytuacja pandemiczna na świecie wymusza kolejne ograniczenia w normalnym funkcjonowaniu człowieka, na pomoc przybywa muzyka. Co byśmy zrobili bez transmisji spektakli teatralnych, operowych, koncertowych oraz wciąż wydawanych albumów muzycznych? Pomimo wszelkich przeciwności losu, ambitna płyta bułgarskiej sopranistki Sonyi Yonchevy z zespołem Capella Mediterranea została wydana bez większych trudności. Sprawa to świeżutka, gdyż krążek Rebirth ukazał się 12 marca i stanowi jedną z ciekawszych premier pierwszego kwartału 2021 roku. Albumowi przyświeca światła idea, jakoby muzyka miała wielką moc pocieszenia w trudnych czasach - stąd zresztą zmartwychwstanie w wielce estetycznym duchu. W rytmie jakich utworów odrodzimy się ponownie? Cóż, podróż rozpoczynamy w odległym baroku, aby w zakończeniu znaleźć się w muzyce ABBY. Czy taki stylistyczny misz-masz ma w ogóle sens?


Okazuje się, że jak najbardziej. Capella Mediterranea pod batutą Leonardo Garcia Alarcóna od 2005 roku za cel obrała sobie popularyzacje barokowej muzyki latynoskiej. Jego działalność rozszerzyła się jednak do wykonawstwa muzyki barokowej w ogóle. Ważniejszymi momentami w działalności zespołu było wykonanie Vespro della Beata Virgine oraz Orfeusza Claudio Monteverdiego, Mszy h-moll J. S. Bach czy liczne projekty operowe w tym Il Giasone Francesco Cavalliego lub King Arthur Henry'ego Purcella. Współpraca zespołu z Yonchevą nie powinno zaskakiwać, gdyż sopranistka często występowała z repertuarem barokowym na licznych festiwalach. Do najciekawszych należy zaliczyć Koronację Poppei (Salzburg 2018 - partia Poppei) czy świetny paryski koncert z 2017 roku, na którym zaśpiewała wraz z Academia Mortis Regalis wybrane arie Haendla. Niedawno odbył się również koncert promujący płytę Rebirth, z którego fragmenty można zobaczyć na załączonych nagraniach.



Warto jednak zaznaczyć, iż nie każdemu przypadnie do gustu specyficzny głos Yonchevy. Pełen powietrza, mało esencjonalny, miejscami ze zbyt dużą dozą vibrato nie pasuje do repertuaru romantycznego, z którego mogliśmy poznać sopranistkę. Cyganeria Giacomo Pucciniego czy Otello Giuseppe Verdiego - to dzięki tym produkcjom MET Yoncheva zyskała popularność. Barokowa stylistyka posiada jednak inne prawidła stylistyczne niż epoka XIX-wiecznego bel canto. Kompozycje Monteverdiego czy Dowlanda nie wymagają użycia wysokich tonów zahaczających o górny próg skali głosu, operują raczej subtelnymi zmianami harmonicznymi, których barwne jakości podkreśla bułgarska śpiewaczka.



Po tak długim wstępie najwyższy czas powiedzieć coś o muzyce! Album opiera się przede wszystkim na repertuarze barokowym, który miejscami "skacze" do XX-wiecznego popu. Zaczynamy kompozytorami wprost "hitowymi" – Allesandro Stradella, Claudio Monteverdi, Francesco Cavalli i Orlando Gibbons. Pierwsza ścieżka płyty - Questo lagrime e sospiri A. Stradelli to jedna z najsłynniejszych arii pochodzących z opery-oratorium San Giovanni Battista. Nie dziwota, skoro muzyka pełna figur retorycznych, w niezwykle przekonywający sposób obrazuje tekst. Yoncheva świetnie operuje swoim głosem, śpiewając na lekkim przydechu, silnie modyfikując barwę poszczególnych dźwięków. Stosunkowo niewielki ambitus dla głosu przekłada się na bardzo spójną linię melodyczną, pozbawioną nadmiernego vibrato. Dwa madrygały Monteverdiego w opracowaniu na zespół instrumentalny kontrastują z inicjującą arią Stradelli przede wszystkim w charakterze. Roztańczona pierwsza część Voglio di vita uscir przypomina słuchaczowi o szczęściu i radości życia. Nie zwracajmy (przynajmniej na razie) uwagi na ogromnie pesymistyczny tekst - opracowanie na zespół instrumentalny skutecznie odwraca znaczenie słów. Utwór ten opowiada bowiem historie niespełnionej miłości, w wyniku której podmiot liryczny pragnie pożegnać się z okrutnym życiem. Dopiero w drugą część która rozpoczyna się mniej więcej w 3/4 oryginału (S'apre la tomba) ponownie wprowadza głos. Powraca melancholijny nastrój, bo oto otwiera się grób, a śmierć jest blisko... ale ale, nie smućmy się zbytnio, w końcu ideą krążka Rebirth jest podniesienie na duchu!


Pora zerknąć na hiszpańską część płyty. Oprócz barokowych utworów – Ojos, pues me desdeñáis José Marína, Tarantela española Santiago De Murcia i Diego Fernándeza de Huete czy No hay que decirle el primor (kompozycja anonimowa), do zestawienia wkradła się ciekawa aria z opery El Prometeo. Jest to bowiem dzieło samego dyrygenta zespołu Leonarda García-Alarcóna, który napisał ją na podstawie dzieła o tym samym tytule autorstwa barokowego kompozytora Antonia Draghi. Kompozycja ta odróżnia się od całości albumu przez gęstość faktury zespołu, na tle którego unosi się ekspresyjna linia melodyczna śpiewana przez Yonchevę. W budowie - to tradycyjny schemat arii da capo (ABA’), która była najczęstszą budową arii w okresie baroku. Kolejna ścieżka to wciąż muzyka hiszpańska… ale tym razem w wersji XX wiecznego folku. Pasaje del olvido Simón Díaz to popularna piosenka, która na płycie została przerobiona wyłącznie instrumentalnie. Rzecz to niezwykle sympatyczna, stanowiąca miłe intermezzo przed kolejnymi kompozycjami z XVII wieku.



Powracamy do Monteverdiego poprzez oniryczne Oblivion Soave pochodzące z opery Koronacja Poppei. Ta spokojna kołysanka jest równocześnie jednym z najbardziej wysmakowanych momentów płyty. Delikatna linia melodyczna wzbogacona o liczne dźwięki opóźniające, cechuje się szerokim „oddechem”. Długie frazy wzbogacane są o bardzo schromatyzowaną partię akompaniamentu. Zwiększenie napięcia w wyniku większej roli dysonansów wiąże się z miłosnym pożądaniem bohaterów, którzy na ten moment próbują zaznać błogiego snu. Miłość jeszcze nas nie opuszcza, nadszedł bowiem czas na jedną z najsłynniejszych pieśni angielskiego kompozytora Johna Dowlanda - Come Again, Sweet Love Doth Now Invite. Wersji tej pieśni można znaleźć multum, przez przeróżne opracowania instrumentalne, różne głosy od tenorów do kontratenorów czy sopranów, aż do wykorzystania melodii we współczesnej muzyce pop. To właśnie w klimacie muzyki popularnej krążek zatrzyma się ostatecznie.



Ostatnia ścieżka zawiera bowiem aranżacje Like an Angel Passing Through My Room zespołu ABBA. Ballada, której tekst opowiada o samotnej refleksji nad życiem, zdaje się być komentarzem do dzisiejszych wydarzeń pandemicznych. Czy płyta będzie jedynie łabędzim śpiewem, jak w The Silver Swan Gibbonsa... a może zadziała intuicja Yonchevy i pocieszenie odnajdziemy w muzyce?



33 wyświetlenia0 komentarzy