Pianista żywy

Mój dzisiejszy tekst częściowo wpisuje się w atmosferę eliminacji do XVIII Konkursu Chopinowskiego, wiąże się także z moją ostatnią lekturą, czyli A jak Apollo. Biografia Alfreda Cortota Anny Chęćki-Gotkowicz. Zmagania w Warszawie na razie zakończone, do właściwego konkursu zakwalifikowało się 87 pianistów, a ja zamiast sięgnąć po kolejną porcję wciąż dostępnych w Internecie nagrań z przesłuchań, odkrywam pianistę sprzed blisko 100 lat.


Alfred Cortot pozostaje bezsprzecznie jednym z największych wykonawców XX wieku, ceniony za interpretacje muzyki Fryderyka Chopina, Franciszka Schuberta i Roberta Schumanna. Nie był „cudownym dzieckiem”, początkowo nie dostał się do paryskiego Konserwatorium, zaś całe życie borykał się z problemami spowodowanymi niezbyt szeroką dłonią. Upór i systematyczne ćwiczenie pozwoliły mu jednak skończyć wymarzoną uczelnię w klasie Louisa Diémera i to ze złotym medalem. Na marginesie warto dodać, że Konserwatorium Paryskie było bodaj jedyną szkołą wyższą, w której studentów nie przygotowywano do roli wirtuoza, a skupiano się na ich rozwoju artystycznym. Można było przejść przez całą edukację nie mając w repertuarze kompletnego recitalu, a na końcowym egzaminie zaprezentować tylko jeden utwór, niejednokrotnie ten sam, z którym przychodziło się na pierwszy rok.


Po studiach Cortot znalazł się na rozdrożu, zgodnie z panującą wówczas modą odbył z przyjaciółmi podróż do Bayreuth, gdzie zachłysnął się muzyką Richarda Wagnera. Szybko zaskarbił sobie uznanie wdowy po kompozytorze, Cosimy, która „namaściła” go na propagatora koncepcji Wagnera we Francji. W tym samym czasie, a więc u schyłku XIX wieku, Cortot zadebiutował również jako kompozytor suitą Poeta i życie, ale bezowocnie. Wciąż nie mógł podjąć decyzji o swojej ścieżce zawodowej – czy dyrygent, czy pianista. Do ok. 1904 roku szedł obiema ścieżkami równolegle, nawet na jednym koncercie grając Sonatę c-moll op. 111 Beethovena i prowadząc z podium III akt Zmierzchu bogów. Najprawdopodobniej problemy finansowe i nierentowność jego przedstawień w operze (deficytowy Tristan z 1902 roku z wielką kreacją Félii Litvinne) zmusiły go do obrania drogi pianistycznej.



Wkrótce stał się również czynnym organizatorem życia muzycznego stolicy, jego zainteresowania obejmowały muzykę wszystkich epok - prezentował publiczności Orfeusza Claudia Monteverdiego i koncerty Jana Sebastiana Bacha. Po zakończeniu Wielkiej Wojny Alfred Cortot stał się wizytówką Francji, przy czym swą popularność wykorzystał propagandowo, gdy występował z tournée koncertowym po Stanach Zjednoczonych. Ukoronowaniem działalności na polu edukacyjno-popularyzatorskim było założenie École Normale w 1919 roku, gdzie zatrudnił m.in. Igora Strawińskiego, Paula Dukasa, Wandę Landowską i Nadię Boulanger. Z uwagi na grono pedagogiczne, prym wiodło odkrywanie muzyki dawnej. W międzyczasie Cortot rozwijał się na polu muzyki kameralnej, od 1906 działał w sławnym triu z Jacquesem Thibaudem i Pablem Casalsem. W sumie wykonali ponad 100 koncertów, prezentując programy od Haydna po Ravela i Fauré'go.



Jako czarna karta w biografii Alfreda Cortota zapisała się współpraca z kolaborującym z Niemcami rządem Vichy. Chęćka, w A jak Apollo, stawia się w roli bliskiej do obiektywności, wyżej sytuuje jego osiągnięcia pianistyczne i pedagogiczne nad wojenny epizod. Odpowiedź, jaką sugeruje, wydaje się banalna (może zbyt banalna): Cortot zapatrzony był w reformę systemu edukacji, nie zauważając wokół siebie całego koszmaru. Reorganizację życia muzycznego, którą rozpoczął jeszcze w latach 30., kontynuował aż do lat 50., a rząd Vichy sprzyjał takim zapędom. Od początku stulecia wielki germanofil, usiłował przeszczepić na grunt Francji kształt niemieckiej edukacji muzycznej, podkreślając jednocześnie odrębność muzyki znad Sekwany.


Po zakończeniu II wojny światowej Cortot wrócił do koncertów - musiał odbudować reputację, nadszarpniętą niechlubnym epizodem. Niestety, wiek pianisty (w latach 50. był już po siedemdziesiątce) uniemożliwiał mu powrót do formy sprzed wojny, w grze pojawiło się coraz więcej błędów, a na jednym z recitali nie był w stanie zagrać wszystkich Preludiów Chopina z pamięci. Z uporem jednak występował, marząc, by tak jak Louis Vierne, umrzeć przy instrumencie. W wieku 80 lat zrezygnował z występów publicznych, koncentrując się na lekcjach mistrzowskich i edycji nut. Trzeba pamiętać, że był jednym z pierwszych prowadzących "kursy mistrzowskie", metodę popularną i dzisiaj. Zmarł w 1962 roku, wychowawszy dość spore grono spadkobierców jego sztuki – Alfreda Casellę, Clarę Haskil, Yvonne Lefébure, Magdę Tagliaferro, Halinę Czerny-Stefańską i wielu innych.



Tyle o biografii, pora skupić się na pianistyce. Prócz recenzji z tamtego czasu, które odnoszą się do gry Cortota w sposób niejednokrotnie mało konkretny, a bardziej emocjonalny, wielkim świadectwem podejścia do fortepianu są książki, które pisał przez całe życie. Z punktu widzenia techniki najciekawsza jest Principes Rationelles de la Techniques Pianistique z 1928 roku, gdzie zawarty jest szereg ćwiczeń na rozciągnięcie dłoni, elastyczność nadgarstka i uzyskanie odpowiednich barw na instrumencie. To także świadectwo zmagań z własnymi ograniczeniami pianisty, sam te wprawki wykorzystywał do odpowiedniej rozgrzewki przed występami. Wiele z rad zaskakuje konkretnością, pomimo że wielu uczniom rzucał enigmatyczne komentarze, które zachęcały do dalszych poszukiwań i samodzielnego rozwiązania problemu. Przypomina się przy okazji uwaga, której młodem Cortotowi udzielił Anton Rubinstein, a którą sam powtarzał w wielu wywiadach: "Beethovena się nie ćwiczy. Beethovena się nieustannie na nowo wymyśla".


Występy Cortota, gdyby oceniać z dzisiejszej perspektywy, raziłyby mnóstwem nietrafionych dźwięków, których liczba wraz z wiekiem pianisty wzrastała. Na uchybienia można spojrzeć jednakże z innej strony – udziału zwykłego, ludzkiego czynnika w całej otoczce jaką sam Cortot wokół siebie wytworzył – posągowej sztuczności, wyreżyserowania gestów, doboru słów (stąd Apollo w tytule biografii - bóg ładu i okiełznania irracjonalnych sił). Pokazywał tym samym twarz zwykłego człowieka, nadrabiającego błędy pogłębioną uczuciowością swoich kreacji. Warto w tym miejscu wspomnieć o jego podejściu do muzyki, mającym swoje korzenie jeszcze w XIX wieku. W każdym utworze doszukiwał się istnienia persony, narratora, który snułby opowieść. Stąd tak liczne uwagi, by „grać – marzyć”, „grać o czymś”. Jak to podsumowuje Chęćka: „Gdy słuchamy nagrań lekcji Cortota, persona staje się ciałem. Narrator nie jest tam domniemany ani zaklęty w strukturach dźwiękowych, lecz zupełnie realny. Jest nim sam Cortot, który komentując utwór, przemawia przez muzykę. Opowiadając o muzyce, opowiada muzykę”. Można to łatwo zobrazować, przywołując „mini-pogramy” do Preludiów Chopina (które notabene, wyrażają też germanofilsko-wagnerowskie zapatrywania pianisty): Preludium C-dur: „Rozgorączkowana Izolda czeka na Tristana” czy Preludium a-moll: „Umierający Tristan oczekujący na Izoldę”.



Interpretacje, zwłaszcza muzyki Chopina zachowują wiele cech wykonawstwa XIX wieku: desynchronizację obu rąk, długą linię melodyczną i podkreślanie niektórych akordów przez arpeggio. Jako świadectwo międzywojennego wykonawstwa muzyki baroku warto sięgnąć natomiast do realizacji Koncertów Brandenburskich Bacha (lata 30.), najbardziej interesujący jest Piąty, gdy Cortot wykonał rozbudowaną partię klawesynu na fortepianie w iście romantycznym stylu. Pobrzmiewa wybujała wirtuozeria, nawet ton nieco demoniczny. Choć Bach tamtego czasu odbija się w lustrze Wagnera, to jego muzyka wciąż pozostaje wielka – Bach pozostaje Bachem.



Z nagrań muzyki kameralnej oczywiście trzeba wymienić legendarne realizacje tria Cortot-Thibaud-Casals, choć to zaledwie niecałe trzy płyty CD, a na nich m.in. Trio B-dur „Arcyksiążęce” Beethovena i Trio fortepianowe B-dur D. 898 Schuberta. Interesujące są też nagrania samego Thibauda i Cortota z sonatami Beethovena (Kreutzerowska), Debussy’ego i Francka, wykonane z dużą emfazą, ale porywające, szczególnie w wirtuozowskich finałach. W dyskografii Cortota poczesne miejsce zajmuje również cykl nagrań z komentarzami słownymi, gdy pianista wysoce afektowanym głosem (i wręcz literacką francuszczyzną) komentował sonaty fortepianowe mistrza z Bonn. Jako ciekawostkę można sięgnąć po „opowiadaną" Sonatę Es-dur op. 81a „Les Adieux”, kiedy Cortot drugą część zestawia z motywami otwierającymi III akt Tristana. A na deser – wybór nagrań kursów mistrzowskich, dokonany przez Murraya Perahię i wydany nakładem wydawnictwa Sony.


Kim Alfred Cortot jest dzisiaj? O urodzie aktora filmu niemego, bladej cerze i fryzurze à la Oscar Wilde prezentuje się jak przybysz z dawnej epoki, także gra dziwnie niewspółcześnie. Nagrania muzyki Bacha zestarzały się najszybciej, za to w dyskografii romantycznej można znaleźć klejnoty, wzorce i źródło niesłabnącej muzykalności prosto z XIX wieku. Wykonania historyczne, zgoda, ale wciąż intrygujące. Frazowanie, pełne śpiewności, choć niewolne od błędów tekstowych, działa niezwykle kojąco i wydobywa z kart partytury dawny czar.



42 wyświetlenia0 komentarzy