Prostota subtelności

Wiosna powoli zagląda do naszych okien. Gdy promienie słońca obnażają wszelkie kurze w pokojach i zmuszają do natychmiastowego sprzątania domu, przyroda powoli budzi się do życia. Wszyscy zaczynamy narzekać na wielką pluchę pozostawioną przez topniejący śnieg, a alergicy na wszelkie pyłki i wkrótce koszone trawy. Jednak wiosna to również czas rodzącej się miłości, która zastana w mroźnym klimacie, ma szansę wybuchnąć nowym płomieniem. To właśnie ekspresywna eksplozja żarliwych uczuć jest głównym tematem pięcioczęściowego cyklu pieśni Five Letters to the Beautiful Knight na baryton i violę da gamba do słów Raimbaut de Vaqueirasa autorstwa Wojciecha Stępnia.


Cykl ten został prawykonany podczas transmitowanego koncertu Pieśni kompozytorów śląskich 22 listopada zeszłego roku w siedzibie NOSPR-u. W ramach niego, mogliśmy usłyszeć trzy Sonety do słów Szekspira Adrianny Kubicy-Cypek, które konkurowały z Listami o tytuł najlepszej kompozycji wieczoru. W obydwu utworach tematyka jest bardzo podobna, gdyż zakrawa o niespełnione uczucie miłosne podmiotu lirycznego do tajemniczej osoby. Rola adresata to sprawa najbardziej zagadkowa, ponieważ czytelnik/słuchacz musi domyślać się jego płci. Element to niebagatelny, gdyż inne spojrzenie na adresata wierszy wywraca ich interpretację o 180 stopni. Czy to miłość heteroseksualna czy homoseksualna… nad tym nie chcę się pochylać, nie sposób jednak zaprzeczyć potężnej sile uczuć, które targają bohaterem wierszy.


Ale to nie na koncercie prawykonania chciałbym się skupić, a na projekcie, który trwać będzie aż do 14 marca. Stępień we współpracy z reżyserem Pawłem Szymkowiakiem i realizatorem nagrania Przemysławem Schellerem, stworzyli serię teledysków, które pojawiają się co niedzielę od 14 lutego. Każdy z wideoklipów wykorzystuje jedną część cyklu, przez co na dzisiaj jesteśmy już po trzecim Liście. Proszę się nie obawiać! Transmisje te są zapisywane na platformie YouTube, dostępne do nielimitowanego oglądania.


Warto zaznaczyć, iż tworzenie teledysków do istniejących kompozycji nie jest czymś nowym w świecie muzyki klasycznej. Jednak gdy porównamy wideoklipy chociażby z wytwórni płytowej Decca Classic czy Deutsche Grammophone uderza przede wszystkim ich komercyjny aspekt. Dla przykładu, promocja płyty z XIX-wiecznymi ariami operowymi, nagranymi przez francuskiego tenora Benjamina Bernheima skupiała się na jednym krótkim klipie. Smutny tenor przechadzał się po polach i łąkach śpiewając Pourquoi me reveiller z opery Werther Masseneta, a w przebitkach pokazana została parka zakochanych. Chciałoby się powiedzieć - szczyt artyzmu!


Na szczęście cykl Listów przedstawiony jest w sposób, który porzuca komercyjność i skupia się m.in. na subtelnych gestach dwójki wykonawców. W każdym z dotychczasowych filmików przedstawione są tylko dwie postaci baryton – Maciej Bartczak oraz gambistka – Justyna Młynarczyk. Ich wzajemne relacje najwyraźniej ukazane są w II części cyklu Sword Fighting. Niemniej w tak żarliwej muzyce przyda się chłodna niemiecka logika, idźmy więc po kolei.


Pierwszy z ListówPrince’s Fanfare posiada wyraźną formę ABA z króciutkim epilogiem, który wykorzystuje materiał z odcinka B. Wolne tempo, wraz z określeniem wykonawczym Sweet and longing pozwala na usłyszenie ekspresywnej chromatyki linii głosu. To właśnie chromatyka staje się głównym środkiem wyrazu nie tylko dla pierwszej części cyklu, ale również całości Five Letters. Kontrastowo względem głosu prowadzona jest partia violi da gamba, która początkowo wykorzystuje jedynie interwał pustych kwint. Dzięki niej, słuchacz zawieszony jest w pewnej niejednoznaczności harmonicznej, w stanie stagnacji i bezruchu. Tylko w środkowym odcinku viola operuje pełnymi akordami, które przez wykorzystanie arpeggia mają ewokować brzmienie lutni.


Krótki wideoklip nakręcony w malowniczym lesie w okolicach Mikołowa, podkreśla tajemniczą aurę Prince’s Fanfare. Jednak prócz wysokiego poziomu estetycznego niewiele więcej dzieje się w teledysku. Wykonawcy przechadzają się po zielonych ścieżkach, przez obrośnięty mchem tunel… i tyle. Skromny początek stanowi jednak świetny fundament, na którego bazie powstają kolejne filmiki prezentujące cykl Five Letters.



Następna część jest najkrótszą z wszystkich Listów. W materii muzycznej operuje ona interwałami kwarty czystej oraz trytonem, które wykorzystywane są przede wszystkim w partii violi. W całej agresji Sword Fighting znajdziemy jednak konsekwentnie prowadzoną narrację muzyczną. Jedynie w kilku miejscach, głos barytona „chwieje się” w nierównej walce z miłością. Uwidacznia się to w szczególności podczas słów Your Love Fights Me, które wyróżnione są przez wysoki rejestr, dynamikę forte oraz oddzielenie słów przez pauzy. Właśnie tym zdaniem kończy się II część cyklu, gdy po nierównej walce w miłości głos barytona opada z sił. Z wysokiego „e” linia melodyczna zawiera się w poszarpanych frazach, coraz niżej, w coraz cichszej dynamice, aż do całkowitego zaniku głosu. Pozostaje jedynie viola, która konkluduje część trzema kwartami.


Teledysk do Sword Fighting operuje natomiast grą światła i kolorów. W ciemnych korytarzach Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach w opętaniu rzuca się Bartczak. Zdaje się poszukiwać nieprzyjemnego źródła dźwięku, które odnajduje w violi, trzymanej przez skupioną gambistkę w czerwonej sukni. Właśnie czerwień jest najjaskrawszym kolorem w całym filmiku, który przyciąga do siebie oniemiałego barytona. Gdy już zbliża się, aby dotknąć pozaziemskiej istoty, wszystko się urywa, pozostawiając widza w napięciu chwili.



Na rozwiązanie przyszło czekać tydzień, jednak gdy tylko zabrzmiał cichy dźwięk violi da gamba, widz powtórnie wszedł do ciemnych korytarzy katowickiej uczelni. III część Naked Armour określona jest mianem delikatnej i namiętnej Sarabandy. Jednak i w tej delikatności odnajdziemy ślady chromatyki. W ramach zdania Your love comforts me, your love delights me and give me joy, ostatnie słowo opisane jest w sposób znaczący. Długo opadający pasaż małosekundowy wskazuje na dwoistość odczuwanej radości. Retoryczne passus duriusculus obrazuje cierpienie i ból, który zwiększa się z każdym następującym dźwiękiem. Podkreślane zostają również inne słowa, z czego najciekawsze występuje w zakończeniu części. Beautiful Knight obsesyjnie powtarzane w każdej z części, rozłożone jest na pojedyncze sylaby. Każda z nich oddzielona jest przez pauzy, podczas których tylko na moment odzywa się viola da gamba, opadająca na tremolandzie po akordzie a-moll septymowym. Doprowadza to do wybuchu na słowie Knight, który zdaje się być tylko krótkotrwałym zrywem emocji. Bardzo szybko bowiem zanika w dynamice piano pianissimo possibile pozostawiając samotną violę. Jedyne co pozostaje to harmonia oparta na a-moll septymowym, która przez wykorzystane flażoletów naturalnych, zdaje się rezonować w powietrzu. Rozładowane napięcie w zakończeniu koresponduje z naturalnym krajobrazem wideoklipu. Powracamy bowiem z nieprzyjemnej i chłodnej "zamkowej" przestrzeni do spokojnego lasu znanego z pierwszego filmiku.



To w subtelnych cytatach, wyrazistych zabiegach harmonicznych i rozwiązaniach znanych z retoryki muzycznej zawiera się siła cyklu Five Letters to the Beautiful Knight. Dzięki prostocie języka muzycznego Stępnia, na pierwszy plan wychodzą wysoce skontrastowane emocje podmiotu lirycznego. Naturalnie prowadzona dynamika i dobrze postawione akcenty słowne przekładają się na wyjątkowo spójny, ale równocześnie interesujący cykl pieśni. Jakimi drogami podążą dalsze części cyklu? Od czego rozpocznie się IV część Final Blow? Będziemy mogli się o tym przekonać już jutrzejszego wieczoru.

75 wyświetleń0 komentarzy