Siła osobowości

Wśród wielu nowości płytowych jeden album szczególnie zwrócił moją uwagę. Krążek I am Hera to pierwsza monograficzna płyta Hery Hyesang Park, 32-letniej koreańskiej sopranistki. Herze towarzyszyli wiedeńscy filharmonicy prowadzonych przez Betranda de Billy - słowem jakość sama w sobie. Tym bardziej jest to ciekawa pozycja fonograficzna, gdyż wytwórnia Deutsche Grammophone nigdy wcześniej nie współpracowała ze śpiewaczkami z tego regionu...


Zanim jednak przejdziemy do krótkiego opisu zawartości krążka i umiejętności wokalnych Hery, kilka słów należy poświęcić idei przyświecającej tej płycie. Wokalistka opowiedziała o niej w wywiadzie z 18 czerwca na kanale Screaming Divas prowadzonych przed dwie diwy operowe - Sondrę Radvanovsky i Keri Alkemę. Zaprezentowała się jako osoba niezwykle nieśmiała, która od początku swojej kariery miała problemy z zaznaczeniem własnej asertywności i poczucia wartości. Zaczęła się zastanawiać, dlaczego akurat ona została wybrana na uczestniczkę kursów mistrzowskich np z Renée Fleming czy na laureatkę konkursów (m.in. Gerda Lissner Foundation International Competition w 2016 roku) skoro na świecie jest tyle „lepszych” wokalistów. W pewnym momencie zawiesiła swoją karierę, aby na nowo „odnaleźć” swój głos i poczucie własnej wartości. Wynikiem tych poszukiwań jest płyta I am Hera, która ma wydźwięk osobisty. Wokalistka umieszcza na niej swoje ulubione utwory zarówno ze swojego rodzinnego kraju, jak i pochodzące z europejskiego repertuaru.


Wybrane kompozycje stanowią przekrój przez wszystkie epoki repertuaru operowego – od baroku aż po XX wiek. Idąc kolejnością chronologiczną to Se pietà di me non senti z Juliusza Cezara Haendla, Che fiero momento z Orfeusza i Eurydyki Glucka, przeurocze Stizzoso, mio srizzoso z La serva padrona Pergolesiego. Następnie cała seria arii z oper Mozarta to m.in. Padre, germani, addio! z Idomeneusza, króla Krety, Deh! vieni non tradar z Wesela Figara czy Ach, ich fühl’s z Czarodziejskiego fletu. XIX wiek reprezentuje Una voce poco fa z Cyrulika sewilskiego i Non si da follia maggiore z Turka we Włoszech Rossiniego, Oh! quante volte z Kapuletów i Monteków Belliniego oraz Quando m'en vo z Cyganerii i O mio babbino caro z Gianniego Schicchi Pucciniego. Płytę kończą dwie koreańskie pieśni - Like the Wind That Met with Lotus Joowona Kim oraz Psalm 23 Un-Yung La. Zestawienie to imponujące, w szczególności że w każdej ścieżce Hera Hyesang Park brzmi zaskakująco dobrze.


Jasny, ale pełny sopran koreańskiej wokalistki doprowadzany jest do granic możliwości. Spełnia się w nim zarówno belliniowskie bel canto, mozartowska prostota, ale również koloratura rossiniowska i bardziej „filmowa” estetyka utworów koreańskich. Dobór repertuaru stanowi swoisty pokaz sił wokalnych Hery, które osiągają swoje apogeum w utworach Mozarta. W szczególności arie Deh! Vieni, non tandar (Wesele Figara) oraz Ach, ich fühl’s (Czarodziejski flet) są najciekawszymi ścieżkami z całego albumu. Zauważalne są w nich swobodne dialogi pomiędzy instrumentalistami a wokalistką, wyczucie na subtelne zmiany harmoniczne oraz na dramaturgię poszczególnych arii.


Poza tym wykonanie słynnego walca Musetty z Cyganerii (Quando m’en vo) uważam za jedno z najlepszych. Może konkurować jedynie z interpretacją Aidy Garifulliny. Jasność głosu wymagana do tej arii, jak i umiejętna kontrola nad jego wibratem oraz „rozkoszowanie” się falującą linią melodyczną jest obecna w wykonaniu obydwu pań. Zresztą Garifullinę można zobaczyć w tej roli, w produkcji paryskiej opery z 2017 roku (na marginesie kompletnie szalonej, gdzie z rzeczywistości francuskiej bohemy przenosimy się w kosmos!).

Zachwytów nad płytą nie ma końca, a przecież kariera Hery Hyesang Park wciąż się rozwija. W tegorocznej edycji festiwalu Glyndebourne wystąpi w Cosi fan tutte jako Dorabella, a we wrześniu w Palais Garnier zaśpiewa w spektaklu Mariny Abramović 7 Death of Maria Callas. A co dalej? Może kolejna płyta, kolejne debiutanckie role... niemniej To jest Hera i łatwo o niej zapomnieć nie będzie można.



21 wyświetleń0 komentarzy