Smok z bolącym zębem

Kraków, miasto królów, konglomerat wielu kultur, zwyczajów, sztuki i muzyki. Kiedy Muzeum Narodowe zachwyca się drzeworytami Hokusaia, w podobny orientalny świat przenosi zainteresowanych operą słuchaczy festiwal Opera Rara. Próby wystawienia dzieła Petera Eöstvösa były niezwykle pogmatwane. Początkowo premiera w krakowskim centrum kongresowym prawie doszła do skutku na wiosnę, jednak kwestie zdrowotne niektórych z solistów zastopowały wpół otwarte drzwi sali teatralnej. Jednak co się odwlecze to nie uciecze, więc wraz z końcówką września nareszcie The Golden Dragon zaprosił do swojej ciasnej kuchni niewielką grupkę słuchaczy.


Karolina Sofulak, reżyserka spektaklu, chyba dysponowała ograniczonymi środkami finansowymi na realizację opery. Malutką sceną małej sali centrum kongresowego wypełniła bowiem kilkudziesięciolitrowymi zbiornikami na wodę, jednym stołem z wokiem, trzema krzesłami postawionymi na środku oraz jeszcze jednym stołem podwyższonym na platformie. Oprócz tego umieszczone zostały mniej lub bardziej przypadkowe rekwizyty m.in. duża beczka, plastikowe wiadro, staromodny telefon czy skrzypce. Inscenizacja, jak to w wersjach półkoncertowych, wnosiła niewiele do dramaturgii dzieła, stanowiła raczej środek pomocniczy dla wokalistów, aby Ci mogli łatwiej wczuć się w odgrywane role. Jedynym ciekawszym pomysłem na zagospodarowanie niewielkiej przestrzeni było zatarcie granicy pomiędzy miejscem wydarzeń scenicznych oraz widownią. Nastąpiło to dzięki stolikom restauracyjnym, przy których mogła zasiąść publiczność i poczuć atmosferę taniego fast-fooda.


Peter Eöstvös / fot. Bartek Barczyk

Piątka solistów, w składzie Aleksandra Żakiewicz (sopran), Natalia Kawałek (mezzosopran), Bartosz Gorzkowski (tenor), Karol Kozłowski (tenor) oraz Łukasz Klimczak (baryton) pod batutą Mieczysława Ungera zaprezentowali poziom niezbyt wysoki, ale na pewno wyrównany. Żaden z głosów nie zwrócił szczególnie mojej uwagi, jednak biorąc pod uwagę trudności partytur współczesnych oraz porównując różne wykonania oper najnowszych, należy oddać wszystkim wykonawcom zasłużone słowa uznania. Kiedy wokaliści zdawali egzamin, przed którym postawił ich Peter Eötvös, tak skład instrumentalny pozostawiała wiele do życzenia. Nie sposób stwierdzić czy nie wykorzystanie pełnego potencjału kameralnego zespołu to wina nieprzemyślanej partytury kompozytora, czy senne prowadzenie Spółdzielni Muzycznej przez Ungera. Tak czy inaczej, warstwa instrumentalna starała się wspierać głównie recytatywne partie wokalistów, miejscami wprowadzając nowe elementy. W pierwszej części to odgłos gongu pomiędzy kolejnymi fragmentami opowieści oraz ciche skandowanie instrumentalistów „short pause” lub „long pause”. Niestety elementy te zostały przedstawione, niejako rzucone przez kompozytora, a następnie zarzucone. Gong pojawiał się jedynie sporadycznie (zresztą podobnie jak fortepian), a szepty muzyków zamilkły, aż do ostatniego numeru. Dawało to efekt niekorzystny, jakby Eötvös przypomniał sobie w zakończeniu, że na początku zaprezentował ciekawy pomysł, więc należałoby go ponownie wykorzystać.


Elementem szczególnie ciekawym w The Golden Dragon, był sposób prowadzenia historii. Libretto posiada bowiem budowę storytellingu, gdzie na jedną opowieść składa się kilka elementów, które dopiero po dłuższym czasie wypuszczają pojedyncze nitki, łączące je z głównym wątkiem. Spektakl rozpoczyna się niepozornie, ot malutka kuchnia w azjatyckim Fast-foodzie, piątka bohaterów stojących w pobliżu rozgrzanego woka. Głównym problemem jest bolący ząb najmłodszego z nich. Po chwili poznajemy drugi strzęp opowieści, początkowo wydająca się być kalką z chińskiej mitologii. Przypowieść o pracowitej Mrówce oraz swawolnej Świerszcz (Świerszce?) stawia niesprawiedliwość i okrutność ludzkiej natury za swoją orbitę. Ostatnim większym elementem jest historia młodych kochanków, których związek rozpadł się przez ciążę kobiety. Przez dłuższy czas ten wątek wydaje się być całkowicie poboczny, jednak w ostateczności zamyka on zwierzęcą przypowieść.


Peter Eöstvös / fot. Bartek Barczyk

Uporządkowanie libretta w porządku chronologicznym nie jest aż tak ciężkim zadaniem, jak początkowo mogło by się zdawać. Wszystko rozpoczyna się od siostry młodego chińczyka, która opuściła swoją rodzinę, poszukując (zapewne) lepszej kariery w świecie artystycznym. Gdy słuch o niej zaginął, chłopak wyruszył na jej poszukiwania, a aby przeżyć w nieprzyjaznym samotnym świecie zaczął pracować w podrzędnej azjatyckiej knajpce. To w niej mały bohater nabywa się próchnicy, a ząb już całkowicie czarny musiał zostać wyrwany przez pozostałych pracowników The Golden Dragon. Ostatecznie udaje się ten niecodzienny precedens, jednak przez dużą amatorszczyznę zabiegów dentystycznych, Chińczyk umiera w skutek zbyt dużego krwawienia z niezasklepionej rany. Jego historia kończy się w pobliskiej rzece, do której został wrzucony przez uszczuploną grupę kucharzy i kelnerów. Aby złożyć w całość siostrzaną opowieść, należy domyślić się niektórych wątków na podstawie niewielkich poszlak. Ważnym miejscem staje się pobliski sklep z wędlinami tajemniczego Hansa. Najprawdopodobniej to on jest Mrówką, która więzi Świerszcza w nieludzkich warunkach, zmuszając ją do prostytucji. Dokładne opisy przemocy kończą się wraz z przybyciem mężczyzny, który opuścił swoją ciężarną dziewczynę. W przypływie agresji katuje on Świerszcza, doprowadzając najpewniej do jej śmierci (inscenizacyjnie zostało to oddane przez zniszczenie skrzypiec).


To najważniejsze ramy tej zagmatwanej opowieści na wpół dentystycznej. Ząb, tak prozaiczny element każdej jamy ustnej stanowi w operze symbol rodzinnej rozłąki. Promieniujący ból zdaje się z jednej strony korespondować z bólem zadawanym Świerszcz, z drugiej - z tęsknotą za swoją ojczyzną oraz rodziną. Potwierdzać może to opis dziury po wyrwanym zębie, w której przesiadują… najbliższe osoby dla chińczyka. Oprócz tego w pobocznej, bardzo groteskowej scenie, wyrwany ząb wylądował w tajskiej zupie jednej z klientek restauracji. Przyjaciółka owej klientki, która również zatrzymała się w The Golden dragon na szybką kolację, zdecydowała się go zatrzymać, a następnie włożyć do ust. Możliwe, że również chciała poczuć więź z wyimaginowaną rodziną, bowiem przez swoją profesję (stewardessa) doskwierała jej samotność i uczucie pustki. Jednak kiedy smak krwi oraz tajskiej zupy zatarł się już całkowicie, anonimowa bohaterka wypluła ząb do rzeki, do której przed chwilą został wrzucony młody chińczyk. A może to ta stewardessa była jego siostrą, a Świerszyca to tylko przypadkowa ofiara Mrówki?


Krótka, półtoragodzinna opera Eötvösa to na pewno interesujące dzieło w jego dorobku scenicznym. Psychologiczny thriller, który ukrywa się częściowo pod płaszczykiem chińskich przypowieści oraz budowy szkatułkowej to jeden z najciekawszych elementów The Golden Dragon. Pojedyncze zdarzenia muzyczne, szczególnie te w wolniejszych tempach pod koniec spektaklu zwiększają znaczenie orkiestry, tak zaniedbywanej przez całą operę. O wiele lepszy efekt syntezy głosu, orkiestry i dramaturgii kompozytor uzyskał we wcześniejszej operze bazującej na dramacie Czechowa Trzy siostry. Obie stanowią jednak ważny wkład do oper współczesnych twórców, a kiedy Kraków daleko, dentystyczne dzieło można zobaczyć przez vod Player Kraków.

22 wyświetlenia0 komentarzy